czwartek, 26 czerwca 2014

Letters sinked in blood

Rozdział 1
Yuu znasz to uczucie? Gdy wszystko jest okay a nagle się to kończy? Ja znam i to zbyt dobrze... Miałem cztery latka. Duży dom, kochającą rodzinę, byłem bogaty i rozpieszczany. Jednakże nigdy nie zwracałem na to wszystko uwagi. Przez większość swojego czasu przesiadywałem pod wiśnią w moim ogrodzie, tuż obok stawu- ulubionego miejsca moich ukochanych zwierzątek-kaczek. Gdy było zimno lub padał deszcz spędzałem czas przy oknie, obserwując płaczący świat zza szklanej szyby. Dzisiaj też siedziałem przy oknie. W ciszy z zainteresowaniem obserwowałem drogi drążone przez krople deszczu. -Kouyou?- Zawołała pokojówka. -Tak?- Spytałem cicho. -Rodzice cię oczekują. Westchnąłem cicho i oderwałem wzrok od szyby. Wyszedłem na korytarz a następnie schody i dołączyłem do reszty rodziny. Jak zwykle ja i Haruhi usiedliśmy z tyłu a rodzice z przodu- prowadził tata- zawsze wolał sam to robić niż zatrudniać szofera. Drobniutkie kropelki deszczu rozbijały się o samochód, gdy ruszyliśmy. Taka pogoda towarzyszyła nam przez resztę drogi, jechaliśmy powoli- jest ślisko. Nagle zza krzaków wyleciała piłka zatrzymując się na środku drogi. Tata przygotował się do zgrabnego ominięcia przeszkody, gdy z tamtej strony wybiegło dziecko starając się pochwycić utraconą zabawkę. Zobaczyło samochód i pisnęło z przestrachem. Zamknęło oczka kuląc się i przyciskając piłkę mocniej do siebie. Tata skręcił w polną dróżkę, samochód rozbryzgiwał błoto podskakując na kamieniach. Po kilku chwilach dojechaliśmy do stromego zbocza. Strach nie pozwolił mi nawet krzyknąć, siedziałem tylko czekając na nieuniknione z szeroko otwartymi oczami. Pojazd podskoczył i przetoczył się bokiem lądując na dachu. Uderzyłem głową w szybę rozbijając ją, czarne plamy przysłoniły mi widok. Słyszałem tylko krople deszczu rozbijające się o gładką taflę pobliskiej rzeki... *** Do moich uszu docierało tylko dudnienie deszczu i trzask wyładowań elektrycznych, w ciemnościach za oknem panowała burza. Obudziłem się. Rozdzierający ból przeszył moją głowę gdy próbowałem wstać z białego łóżka. W końcu dałem za wygraną. Zamiast tego rozejrzałem się. Znajdowałem się w białym pokoju <gdzie ogólnie wszystko było cholernie białe>, otoczony dziwnymi maszynami, wydającymi irytujące dźwięki. Po powierzchni okna spływały kropelki deszczu. Nic nie pamiętałem. Ta pustka... -Panie doktorze!- Usłyszałem wołanie pielęgniarki.- Co z tym chłopcem z wypadku? Trzasnął piorun a w drzwiach zamigotała sylwetka lekarza. -Noriko-san!- Sykną.-Nie tu! -Przepraszam- Zawołała troszkę ciszej, na korytarzu rozległ się dźwięk uderzania butów o posadzkę. -Niestety nic nie pamięta, najpewniej nawet odbytej ze mną przed momentem rozmowy. Mimo wszystko miał dużo szczęścia, że skończyło się na takich obrażeniach.-Tłumaczył lekarz oddalając się od mojej sali. -A... jego rodzina?- Całkiem już ciche pytanie pielęgniarki nie uzyskało odpowiedzi. To pytanie... Te kilka słów odbijały się w mojej głowie jeszcze długi czas. Nigdy nie płakałem, ale w tamtej chwili... Właśnie zdałem sobie sprawę, że nie mam już nikogo. Ja sam jestem nikim. Tak bardzo żałowałem, że nie umiem płakać... Tylko tyle... *** -Cześć!- Uśmiechnęła się Takashi-san wchodząc do mojego pokoju. -Dzień dobry- odezwałem się cicho, przenosząc wzrok z okna na pielęgniarkę. Nie wiem czemu była taka radosna. Byłem tam od tygodnia a ona codziennie przychodziła i opowiadała o sobie. Czasem pytała o moją rodzinę, znajomych. Nie raz nie odpowiadałem. Zaraz potem wychodziła pod pretekstem powrotu do pracy. Siedzenie w ciszy było niezręczne. Ja nieustannie obserwowałem świat zza okna. Jednak moje myśli nigdy się tam nie skupiały, starałem się przypomnieć sobie coś. Cokolwiek by przerzedzić tą pustkę... Dzisiaj jednak usiadła na krześle obok łóżka i obserwowała mnie chwilkę w milczeniu.
-Juto zostaniesz wypisany ze szpitala.- Raczyła przerwać ciszę.- Cieszysz się? Skinąłem głową. -Takashi-san? -Tak? -Może mi pani powiedzieć co się stało z moimi rodzicami?- Spytałem niepewnie. Jej uśmiech zgasł. Zacisnęła usta w cienką linię i spuściła wzrok. Denerwowała się. Nie wiedziałem czy mojej reakcji na jej słowa, czy samym moim pytaniem. -Takashi-san...?- Załamał mi się głos. Podniosła na mnie bursztynowe spojrzenie, pełne smutku i współczucia. Nie przyniosła dla mnie najlepszych wieści, ale przejęła się tym tak bardzo, że gdybym zapomniał iż to wieści o mojej rodzinie, zacząłbym ją pocieszać. Wzięła głęboki wdech i spojrzała mi w oczy. -Kou-chan- mówiła cicho i powoli- twoi rodzice nie żyją, nie udało się ich uratować. Siostra zmarła wczoraj w naszym szpitalu. -Nie żyją...-powtórzyłem bezmyślnie. Tydzień temu nie mogłem się ruszyć z powodu licznych śiniaków i bólu głowy. Dzisiaj przygniótł mnie jeszcze większy ciężar. Ledwo oddychałem, skupiłem się na uspokojeniu samego siebie. Miałem rację... Tak bardzo nie chciałem jej mieć tym razem... -Tak mi przykro kochanie- powiedziała ściskając mnie za rękę. Zamierzała dodać mi tym gestem otuchy, ale właśnie przez nią przypomniałem sobie o czymś jeszcze. -Co teraz ze mną będzie?- Spytałem drżącym głosem. -Nie mam pojęcia skarbie- wyszeptała-opieka nad tobą zostanie przekazana rodzinie lub do domu dziecka. -Ja... Ja nie chcę trafić do domu dziecka.- Wyszeptałem sam do siebie. To było jak wyrok na mnie. Moja rodzina nie żyła. Nie mam już nikogo więcej. -Przykro mi- powiedziała po raz kolejny. Siedzieliśmy w milczeniu kilka chwil. Co teraz? Dom dziecka? I co potem? To bez sensu... -Takashi-san!- Zawołał ktoś z korytarza. -Idę!- Odkrzyknęła i po raz ostatni uścisnęła moją dłoń. Zostałem sam... Zupełnie sam... Dlaczego nie mogę nic pamiętać? Wiem jak się nazywam, pamiętam jak siedziałem przy oknie patrząc na deszcz, ale... nic więcej. Dlaczego? *Dwa tygodnie później* Stałem przy moim "bagażu" i wyliczałem rzeczy, które powinny być spakowane. Kazuko, jest! Prezenty od "nowej" mamy, są! Plecak od Takasi-san, jest! Moja opiekunka spakowała mnie i zostawiła na chwilę. Popatrzyłem jeszcze raz na białe i ponure pomieszczenie. Zero emocji... Następnego dnia po rozmowie z Noriko-san pogorszyło mi się. Lekarze postanowili przedłużyć mój pobyt w szpitalu. Nie obchodził ich fakt, że czułem się już lepiej. Na wszelki wypadek nie wypuścili mnie z tamtąd przez dwa kolejne tygodnie. -Gotowy?- Spytała Takashi-san. Wyjątkowo dzisiaj zamiast białego uniformu miała na sobie żółtą sukienkę a długie, czarne włosy, spięte w kucyk opadały na ramie. -Hai- powiedziałem i pozwoliłem by wzięła mój plecak. Wyprowadziła mnie ze szpitala. Jasne promienie słoneczne uderzyły mnie w twarz- słońca też nienawidzę. Odnalazła na parkingu czerwoną toyotę i wrzuciła do niej nasze rzeczy na następnie mnie "zapakowała". Jechaliśmy około 40 minut, omijając jeden korek za drugim i zatrzymaliśmy się przed starą kamienicą. -Jesteśmy!- Powiedziała radośnie pielęgniarka.- Hey uśmiechnij się! Wykrzywiłem się z lekka, ale Takashi-san tylko bardziej się roześmiała. Wysiedliśmy z auta i wdrapaliśmy się na ósme piętro. Otworzyła drzwi wpuszczając mnie do środka. -Sugo! Jesteśmy!- odezwała się zamykając za nami mieszkanie. Moja biedna droga ucieczki... Z salonu wyszedł wysoki Japończyk z krótkimi czarnymi włosami i niebieskim spojrzeniem. Miał na sobie ciemne jeansy i czarny podkoszulek z czarnym pingwinkiem. Uklęknął przede mną z uśmiechem. -Cześć, jestem Usami Sugo, a ty? -Ja... ja jestem Takashima Kouyou- powiedziałem cicho. -Miło mi cię poznać Kouyou. Zaśmiał się i zmierzwił moje włosy. Jakoś jego dobry nastrój nie specjalnie mi się udzielał... -Kou-chan, Sugo jest moim chłopakiem. I jeśli się zgodzisz to będzie mi pomagał w opiece nad tobą. -Tak!- Przywołałem na twarz wymuszony uśmiech. Moich opiekunów chyba usatysfakcjonowała moja odpowiedz, bo Noriko klasnęła w dłonie. - W takim razie, może wy obejrzycie twój nowy pokój a zrobię coś do jedzenia? -Bardzo chętnie, dziękuję- powiedziałem i przytuliłem zaskoczoną dziewczynę, po czym podreptałem za Usamim. Przeszliśmy do końca korytarza, skręciliśmy w lewo a następnie w pierwsze drzwi po prawej. Pokój był mniejszy niż ten w rezydencji, ale o wiele bardziej przytulny i "ciepły". Na przeciwko wejścia znajdowało się łóżko, tuż przy oknie, obok stało solidne biurko i krzesło. Resztę przestrzeni zajmowała szafa oraz półki na książki i zabawki. -I jak podoba ci się?- Zapytał Sugo. -Tak! Dziękuję Sugo-san. W końcu miałem swoje własne malutkie miejsce... *** Obudziłem się. Przez okno nad moim łóżkiem wpadały jasne promienie słońca. Popatrzyłem na świat za szklaną przeszkodą. Rozciągał się bowiem widok na zielone podwórko i plac zabaw na którym już od rana bawiły się dzieci. -Kouyou?- Zapytała Noriko-san- wstałeś już? -Tak- powiedziałem. -Za chwilkę będzie śniadanie. Pomóc ci się ubrać? -Nie dziękuję. Skinęła głową i wycofała się za drzwi. Wyślizgnąłem się z pod kołdry a następnie zsunąłem na ziemię. Rany nadal mi dokuczały, ale mimo to zajrzałem do szafy, bez wołania opiekunki. Zdziwiony odkryłem komplet ubrań idealnych dla mnie. Wybrałem cienką, szarą bluzę z czarnym misiem oraz luźniejsze, czarne spodnie. Zaścieliłem łóżko- dlaczego? Przecież nie każde dziecko w moim wieku to robi a często nawet udaje, że nie potrafi, aby je ktoś wyręczył. Ja jednak zawszę robiłem to sam, bardzo nie lubiłem zostawiać tego pokojówkom, czułem się z tym nie w porządku. Zawsze wstawałem bardzo wcześnie i nie siedziałem do późna. Wziąłem w łapki Kazu-chana i podreptałem do kuchni. Przywitała mnie Takashi-san biegająca w tę i z powrotem oraz Usami-san pijący kawę przy stole. -Dz... dzień dobry- powiedziałem cicho, patrząc w podłogę. -Oo Kou-chan! Siadaj!- Powiedziała radośnie moja opiekunka. Posłusznie wdrapałem się na krzesło najbliżej Sugo. Patrzyłem w blat, nadal jeszcze nie przyzwyczaiłem się do tej radosnej, rodzinnej atmosfery. -Na co masz ochotę?- Spytała- może płatki? -T... tak- wyszeptałem przytulając się do misia. W moim domu nigdy nikomu nie mówiłem na co mam ochotę. Pokojówka w ciszy przynosiła wielkie srebrne tace, ale zazwyczaj wynosiła nietknięte. Nigdy nie jadłem za wiele, bo nie miałem na to ochoty. Mama przygotowała płatki i postawiła przede mną miskę. Jeszcze nigdy nie jadłem czegoś takiego. Ze zdziwieniem stwierdziłem, że w pięć sekund nie było śladu po śniadaniu a te "płatki" bardzo mi smakowały. Noriko zmyła naczynia i ściągnęła niebieski fartuszek. Jakiś czas temu elegancko ubrany Usami-san wyszedł do pracy taszcząc za sobą czarną teczkę. Zapytałem mamę, dlaczego muszą gdziekolwiek iść, przecież moi "prawdziwi" rodzice pracowali w domu... -Wiesz nie wszyscy pracują w domu skarbie- powiedziała- Sugo musiał wyjść, ale wróci o 16. -Noriko-san?- Spytałem- A kiedy będzie "16"? Zaprowadziła mnie do małego saloniku w którym znajdowała się sofa, fotel, mały stolik, telewizor i kilka półek. Wskazała na koło wiszące na ścianie. -Popatrz, to jest zegar- tłumaczyła- teraz wskazówka pokazuje "9". Gdy wskazówka pokaże "4" Sugo wróci z pracy. Skinąłem głową na znak, że rozumiem. Noriko uśmiechnęła się i wyszła z pokoju. Wróciła, niosąc ze sobą kolorowe pudełko. W środku zobaczyłam niebieskie wiaderko, ozdobione żółtą kaczuszką i czerwoną łopatkę. W moim poprzednim domu miałem ich tysiące, ale na widok znajomej zabawki przytuliłem się do mamy. -Dziękuję...- wyszeptałem- dziękuję mamo. Zaskoczona przytuliła mnie mocniej. -Kaczuszko moja, co powiesz na wyjście na plac zabaw?- Spytała. -Chętnie, dziękuję!- ucieszyłem się, Pięć minut później siedziałem na krzesełku przy drzwiach a mama wiązała moje buciki. Mama trzymała mnie za rękę i uśmiechała się ciepło a ja niosłem z dumą niebieskie wiaderko. Nie pamiętam kiedy ostatni raz byłem tak szczęśliwy, jak wtedy gdy szliśmy na plac zabaw. Szczęśliwszy niż wtedy gdy dostawałem nowy prezent, szczęśliwszy niż wtedy gdy obserwowałem kaczuszki pluskające się w stawie, niż wtedy gdy uciekałem do swojego własnego świata. Dotarliśmy. Na małej przestrzeni, otoczonej blokami mieścił się plac zabaw. Troszkę stresowałem się- przecież nigdy wcześniej na żadnym nie byłem. Na całe szczęście na tym była tylko dwójka dzieci. Z pewnością starsi- chłopak i dziewczynka. Oboje bawili się w jednym z rogów piaskownicy. Mama zatrzymała się i uklękła przede mną. - Pójdziesz teraz pobawić się z Yuu-chan i Kamiki-chan, dobrze?- Spytała łagodnie. -Dobrze! W następnej chwili byłem już w drodze. Wstrzymałem oddech. Kamiki... była... ŚLICZNA! Jak lalka. Różowa sukienka powiewała lekko na wietrze. Siedziała na ramie piaskownicy pilnując, bawiącego się brata. Yuu też był w porządku. Miał ciemne spodenki i czarną koszulkę z jakimś napisem. -Cześć!- Powiedziała Kamiki. -C...cześć- odpowiedziałem. -Jestem Kamiki a to mój braciszek Yuu-chan. -Hey... Ja jestem Kouyou. Dziewczynka zeskoczyła z belki i podeszła do mnie. Złapała mnie za rękę i zaczęła prowadzić w stronę Yuu. -Kamiki-chan? -Choć idziemy budować zamek!- Zaśmiała się.- Yuu! Mamy konstruktora. Nim się zorientowałem siedziałem po uszy w piasku tworząc z niego dla mnie i moich nowych przyjaciół. *** -Takashi Noriko, no proszę!- Powiedziała kobieta siedząca na ławce.- Czyżbyś w końcu zmądrzała podczas mojej nieobecności? -Inoue!- Wykrzyknęła radośnie mama- jak ja cię dawno nie widziałam! Co u was? -Humpf. Nie odpowiedziałaś mi!- Inoue udała oburzenie.- No ale cóż. Tak wróciliśmy, jakiś tydzień temu. Wyjazd do Niemiec to jakaś pomyłka była, szczególnie na stałe. Dzieci nie czuły się tam najlepiej, mimo, że dzięki Akihito znają niemiecki. Siadaj. Noriko usiadła obok przyjaciółki i dopiero teraz spojrzała w wózek. Popatrzyła na przyjaciółkę a następnie z powrotem na dziecko. -O rajciu a kogo my tu mamy?- Zapytała Takashi-san. - To malutka Izumi-chan, ma jedenaście miesięcy- pochwaliła się niebieskooka. -Jesteś w ciąży. Zaskoczona mama Yuu, zakrztusiła się wodą którą właśnie piła. Zakaszlała i odłożyła butelkę. Popatrzyła na Noriko. -Hai!- Uśmiechnęła się promiennie. -Gratuluje!- ucieszyła się mama. -Iie! To ja gratuluje tobie.- Spojrzała w naszym kierunku. Uśmiechnęła się pod nosem mimo woli. Później powiedziała mi, że w tym momencie pomyślała: "On naprawdę jest szczęśliwy. Zaledwie jeden dzień zmienił całe jego życie. Niesamowite..." -To nie jest...- zająknęła się pielęgniarka- Kouyou nie jest moim rodzonym synem. Tydzień temu jego rodzina zginęła w wypadku a on trafił do szpitala w którym pracuje. Ja i Sugo postanowiliśmy go adoptować. -Naprawdę?- Wyszeptała Inoue i zasłoniła ręką usta, raz jeszcze spojrzała w moją stronę.- Biedne dziecko... Noriko nie waż się go skrzywdzić, jasne? -Tak, obiecuję- odpowiedziała pielęgniarka i przytuliła przyjaciółkę. *** -Kou-chan- powiedziała Kamiki - teraz budujemy wieżę!
-Okay!- Odpowiedziałem. *Trzask* -Moje wiaderko!- Krzyknął Yuu, zbierając plastikowe skorupki.- Kamiki, czemu to zrobiłaś? -Yuu, przepraszam! Pożyczysz mu wiaderko? Proszę Kouyou! -Ja... ja nie mogę!- Powiedziałem przyciskając zabawkę mocniej do siebie. -A... aha. To ja zapytam mamy czy wzięła drugie, a wy ty zaczekajcie, okay? Obaj skinęliśmy głowami a wtedy dziewczyna pobiegła do ławki na której siedziały nasze mamy. Zacząłem zbierać piasek do wiaderka a następnie budować kolejne wieżyczki. Yuu usiadł na ramie piaskownicy obserwując moją pracę. -Nee, Kouyou?- Spytał.- Ile ty masz lat? -J...ja?- Odpowiedziałem pytaniem.- Cztery, a ty? -Ja mam sześć!- Pochwalił się.- Kamiki ma siedem i pół. Spojrzałem na Yuu a następnie na jego siostrę. Kamiki rzeczywiście wyglądała na siedem lat, ale Yuu? Był tego samego wzrostu co ja, mimo, że jestem dwa lata młodszy... -Yuu, masz jakieś rodzeństwo?- Spytałem. -Tak! Najstarsza jest Asuna, później jest Kamiki, ja i Izumi.- Uśmiechnął się.- Szkoda, że nie mam brata. A ty Kou? -Miałem starszą siostrę Haruhi.- Powiedziałem drżącym głosem.- Ona... Ona umarła.. Razem z moimi rodzicami w wypadku. Yuu przestał machać nogami. Popatrzył na mnie ze smutkiem i współczuciem. -W takim razie... Noriko-san nie jest twoją mamą?- Spytał. -Teraz jest. Powiedziała, że razem z Sugo-san ada... ado...- poplątał mi się język, więc warknąłem cicho- powiedziała, że mnie a-do-pto-wa-li. -Co to znaczy a-do-pto-wać? -Nie wiem. Teraz Noriko-san i Sugo-san są moimi rodzicami i to jest ważne-uśmiechnąłem się. W tym momencie przybiegła Kamiki i zdziwiona naszym zachowaniem usiadła obok brata. -Yuu, mama woła nas na obiad-powiedziała. -Dlaczego już?-Spytał zawiedziony. -Izumi jest głodna.-Odrzekła.- Kou-chan, Noriko-san powiedziała, że wy też będziecie już iść. -Okay. Dziękuję Kamiki. *** -Chyba się polubili- stwierdziła Inoue. Mama zerknęła w naszą stronę a następnie na swoją przyjaciółkę. Uśmiechnęła się. -Chyba tak- odpowiedziała. -Będziemy się zbierać- powiedziała niebieskooka- do zobaczenia! Pamiętaj co mi obiecałaś! *** -Yuu! Kamiki!- Usłyszeliśmy wołanie.- Chodźcie, wracamy! Rodzeństwo zeskoczyło z belki i zaczęło zbierać zabawki do plecaka. -Musimy już iść.- Powiedziała Kamiki.- Do zobaczenia, Kou-chan! -Paa Kouyou!- Rzekł Yuu i czmychnął za siostrą. Znów zostaję sam... Rozbolała mnie głowa, zachwiałem się. Położyłem łapki ma włosach. Upadłem. Klęczałem na piasku nadal trzymając się za głowę. Krew pulsowała mi w żyłach, czułem każdą z nich i poczułem każdą szkarłatną kroplę w moim ciele. Rozmył mi się wzrok. Sam... Ja... Jestem... -Kouyou?- Otrząsnąłem się, ból głowy minął.- Kouyou! Wstałem z piasku i chwyciłem wiaderko, po czym pobiegłem do mamy. To było dziwne i potworne uczucie. Chciałbym o tym zapomnieć... -I jak Kou-chan? Jesteś już głodny?- Spytała. Przytaknąłem, więc razem z mamą wróciliśmy do domu. Byliśmy na placu aż do 15:30! Nawet nie poczułem gdy ten czas minął... Niedługo później wrócił tata, więc wspólnie zagraliśmy w jedną z moich licznych gier. I tak było codziennie...
Już nie byłem sam... 
W końcu czułem, że odzyskałem rodzinę. *** Dobry ^^ Pierwszy rozdział mojej nowej Aoihy ląduje do was. Dziękuję Taczce i Lulu, bo kazały mi opublikować to pod groźbą śmierci. XD Wcześniej pisałam tylko "do szuflady", ale z tym koniec w większości, obiecuję! Liczę na kilka komentarzy odnośnie tego jak się podoba, bo to motywuje, okay? ^^ Rei-chan ~(o-o~)