piątek, 24 października 2014

Rozdział I

 Obudziłem się z samego rana, wszyscy jeszcze spali, gdy wyciągnąłem książkę z ukrycia i zamknąłem się w łazience. Jak pozostałe części domu, pomieszczenie utrzymane było w bieli i szarościach. Usiadłem na podłodze i oparłem się wygodnie o ścianę zagłębiając się w lekturę.
 
 ~Blisko sto lat temu nastąpił Przewrót, który doprowadził do upadku tego kraju. Społeczeństwo jest ogłupiane, nieświadome tego co robią z nim władze. Podzieleni na bogatych i biednych, nie posiadając emocji żyją według szablonu jaki otrzymali od rządu.
 Czym jest rząd? Instytucją kierowaną przez garstkę łaknących władzy ludzi. Wmawia się nam, że poza systemem nie ma nic innego. "Nie ma lekarstwa na głupotę, nie da się ocalić nikogo"- mówili rewolucjoniści jeszcze kilka lat wcześniej. Teraz pewnie siedzą gdzieś w Eterze, o ile jeszcze żyją rzecz jasna. Bardziej prawdo podobne jest iż zostali wyłapani przez służby bezpieczeństwa a następnie skończyli jako obiad dla psów strażników.
 Prawda jest cenzurowana, nie dopuszcza się jej do ludzi, bo jest to zagrożeniem dla władz.
 Każdy...~

-Takanori!- Zamarłem słysząc wołanie.- Śniadanie.
 Zawinąłem książkę w szary papier i wyszedłem z łazienki. Po drodze chwyciłem moją torbę i wrzuciłem tam zawiniątko.
 Nie byłem głodny, wypiłem tylko kubek kawy i wybiegłem z domu. Niemal biegłem, bo byłem prawie spóźniony. W pewnym momencie zagapiłem się i na coś wpadłem.
-Złapcie go! Szybciej ścierwa, bo nam ucieknie!- Wołali niebiescy do psów gończych.
-Ey co ty robisz?!-Krzyknąłem, gdy "coś" okazało się być "kimś".
 Nieznajomy Ktoś, był wysokim blondynem ubranym w czerń. Twarz miał częściowo zasłoniętą czarną maską, oczy błyskały radością. Radością?! On był radosny?! W takim momencie?! Zabijcie, proszę.
 Biegliśmy między ludźmi, kluczyliśmy przez ulice i alejki. Byliśmy już dość daleko, gdy wpadliśmy w ślepy zaułek a ja uwolniłem w końcu swoją rękę. Zachowywał się tak jakby nagle o mnie zapomniał. Zaczął szperać w ścianie. Ciekawe co ten psychol chciał tam znaleźć.
-Ey, możesz mi w końcu wyjaśnić dokąd mnie ciągniesz? Wyjaśnienie dlaczego i kim ty w ogóle jesteś też by się przydało.
 Nie zwrócił na mnie uwagi. Popchną jakąś cegłę w ścianie a ta wsunęła się do środka. Za nią kolejne, otwierając przejście.
-Chodź.
-Nie!- Najpierw wytłumacz mi to!- Zaprotestowałem i odsunąłem się jak najdalej.
 Popatrzył na mnie. Lekkie zdziwienie ustąpiło zdenerwowaniu, gdy szczekanie psów zaczęło stawać się coraz wyraźniejsze.
-No pospiesz się.- Zirytowany wskazywał na otwarte przejście.
-Nie.
 W jednej chwili z prędkością błyskawicy wyciągnął nóż z cholewy wysokiego buta. W następnej broń znalazła się niebezpiecznie blisko mojej szyi, a zamaskowany chłopak przygniatał mnie do ściany.
-Jesteś moim zakładnikiem. Nie w moim interesie czy przeżyjesz czy nie. Twoje życie nie jest wymogiem. Bądź wdzięczny, że masz tyle luzu. Normalnie zabijam od razu.
 Miałem nadzieję, że to jakiś głupi żart. Powaga, którą dostrzegłem w jego oczach nie pozwalała mi temu ufać. Ten człowiek bez wahania mnie zabije. Wbrew temu słowa te uspokoiły mnie. Na razie przeżyję.
 Wtem zza zakrętu wyskoczyło wielkie bydlę. Szerokie w barach, łapy zakończone ostrymi pazurami. Spiczaste uszy wyłapywały najdrobniejszy szept jak radary. Wydłużone szczęki z wzmacnianymi tytanem zębami kłapnęły tuż koło mnie. Nieznajomy popchną mnie w stronę wejścia, wielkie psisko doskoczyło do niego i wbiło kły w jego rękę. Nóż którym chwilę temu mi groził, wylądował w oku potwora. Zwierzę zawyło wściekle i rozwarło na chwilę szczęki. To wystarczyło aby pozbierał się z podłogi i biegiem rzucić się do ucieczki. Moment później był już obok mnie. Gdy przekroczył próg przejście zamknęło się. Mój porywacz oparł się o zimną ścianę dysząc ciężko. Przeżyliśmy.

***

 Dowódca służb bezpieczeństwa, Shiroyama Yuu szedł za swoimi podwładnymi. Jego niebieskie ubranie błyskało lekko w świetle słońca, a biały płaszcz powiewał za nim szeleszcząc cicho. Kolejny raz terroryści dali mu się we znaki. Szczera nienawiść do niszczących system szkodników kazała dać dwójce nastolatków najgorsze z kar.
 Od najmłodszych lat mieszkał w slumsach. Pomarńczowe, brzydkie ubrania były powodem kpin ze strony kolegów z klasy. System działał od lat. Zdołał wyelimonować całe zło, nie licząc ludzkiej złośliwości.
 Trafił do Eteru na kilka lat. Nie pamięta już jak tam było, ale gdy tylko za proponowali mu posadę dowódcy, zgodził się bez wahania...
 Usłyszał jęk psa. Przy spieszył nieco kroku. Skręcił w jeszcze jedną uliczkę i to zobaczył. Wielkie, bojowe bydle zwijało się na środku pustej alejki z wbitym w oko nożem.
 Ogarnęła go wściekłość. Butem przygniótł pysk zwierzęcia i wyciągnął ostrze, czemu towarzyszył  jego jęk bólu. Trzymał nóż w dłoni a krew kapała na znieruchomiałe truchło potwora. Patrzył na symbol widniejący na rękojeści.
-Reita-wycedził przez zęby widząc małego smoka.

***

 Chłopak uspokoił oddech i złapał mnie za rękę. Znów biegliśmy klucząc w ciemnościach. Czy to kanały? Chyba tak. Strasznie tu śmierdzi.
-Czy możesz mi to wyjaśnić?- Odezwałem się w końcu.
-Nie- od powiedział nie odwracając się.
-Aha. Powiesz mi przy najmniej kim jesteś?
-Jestem gangsterem. Mów mi Reita.
-To twoje prawdziwe imię?- Podejrzliwie przymrużyłem oczy.
-Teraz tak.
-Ja jestem...
-Wiem kim jesteś.
-No tak.
 Straciłem poczucie czasu. Później nie rozmawiałem już z Reitą. Prowadził nas przez ten labirynt, jakby czegoś szukał. Po kilku minutach puścił moją rękę, swoją przyłożył do krwawiącego ramienia. Nie uciekałem. Było już za późno. Niebiescy widzieli moją twarz, znaleźliby mnie i przesłuchali a później zapewne wtrącili do Eteru. To oczywiście w najlepszym przypadku. Nie myślę o tym co mogliby jeszcze ze mną zrobić.
 Strażnicy byli bardzo upierdliwi. Wiem to z własnego doświadczenia. Czepiali się najmniejszych szczegółów. Najgorszym z nich był jednak sam dowódca. Ten człowiek nie posiadał uczuć, chociaż nic dziwnego. Jego pochodzenie owiane jest tajemnicą, jedynym tropem jest plotka mówiąca o tym jakoby miał pochodzić z najbiedniejszej strefy miasta. Ponoć jego rodzina została zamordowana podczas Czystki, a on sam należał do osób takich jak ja. Nie dawał sobą manipulować, łakną wiedzy. Później miał zostać odkryty i wtrącony do Eteru. Po wielu miesiącach została mu za proponowana nowa posada, dopiero gdy jego poprzednik zginął tragiczną śmiercią a brakło ludzi na tyle inteligentnych i zdesperowanych by objąć ten urząd.
 Byliśmy już blisko celu. Z końca ciemnego tunelu błyskało niewyraźne światło. Zwolniliśmy, nie było już szans na zasadzkę, więc bez sensu byłoby się zajeździć. Po paru minutach ukazał się przed nami mur a przed nim maleńka lampka elektryczna, na hebanowym stoliku. Nie mam pojęcia z jakiej racji wzięła się tutaj. O ile mi wiadomo jedyne egzemplarze są w stolicy.
-Tu nic nie ma- wyszeptałem zdruzgotany i upadłem- tu nic nie ma.
-Tak uważasz?- Zapytał gangster i miną mnie. Patrzył chwilę na ścianę po czym wcisną wybraną cegłę. Tak jak za pierwszym razem, otworzyło się przejście.- Widzisz?

 Przekroczył próg i nie zważając na mnie poszedł sobie. Zerwałem się z podłogi i podążyłem za nim. To nie przypominało kanałów. Bardziej podziemny pokój, coś w stylu... przedpokoju? Z tym, że drzwi były tylko jedne. Wejście zdążyło się już za nami zamknąć.
 Rozejrzałem się. Naprzeciwko stało dębowe biurko a przy nim dwa krzesła. Za biurkiem były schody... w dół? Dziwne... Po co komu w kanałach schody w dół?
 Reita ignorując moje przemyślenia udał się w ich stronę. Ciekawska natura pchnęła mnie za nim.  Stopnie były kamienne i czarne jak heban, raz po razie zakręcały tworząc wieżę. Po obu stronach we wnękach na równie ciemnych ścianach były dekorowane lampki. Co jakiś czas mój przewodnik zerkał na mnie, aby być pewnym, że się nie zgubię.
 W pewnym momencie schody skończyły się i zastąpiła je ciemna podłoga. Szliśmy tak kilka chwil, nagle zza jednego zakrętu błysnęło ostre światło oślepiając nas. Zaledwie parę minut w ciemnościach zdołało mnie od niego odzwyczaić.
 Miejsce w którym się znaleźliśmy było niesamowite. Mimo, że to podziemia, rosły tu wysokie drzewa, co niektóre sięgając sklepienia. Wydeptaną wśród traw ścieżką przemierzaliśmy las. Dalej znajdował się ogrodzony sad, te z drzew były nieco niższe, ale za to między ich liśćmi błyskały nienaturalnie duże owoce.
 Las i sad były bardzo rozległe, więc przejście ich zajęło nam dość sporo czasu. Po drugiej stronie jaskini znajdowało się takie samo przejście jakim tu dotarliśmy. Korytarz prowadził raz w górę, raz w dół, skręcał i zawijał. Miałem wrażenie, że to trwa w nie skończoność, że w rzeczywistości wracamy do punktu wyjścia. Nie pytałem jednak o nic. Wiedziałem, że on powie mi tylko tyle, ile powinienem wiedzieć i ani słówka więcej. Miał takie prawo, bo to ja byłem zakładnikiem, ale ciekawość rozsadzała mnie od środka.
 ~

Dobry~
Rozdział krótki, niestety kolejny pewnie też, ale obiecuję, że będzie ich dużo. Mam nadzieję, że się podoba, dziękuję za czytanie i proszę o komentarze >,<
~Rei-chan

niedziela, 5 października 2014

Prolog


 Wracałem wtedy do domu, po skończonych lekcjach. Mijałem białe domu, białe ulice, białe rośliny. Ludzi ubranych w białe oraz niekiedy szare ubrania.
 Wszystko było ciche i spokojne...
 Usłyszałem krzyk a zaraz za nim wołanie Dowódcy Służb Bezpieczeństwa.
-Łapcie go! Nie pozwolić mu uciec.
 Mimo wrzasków funkcjonariuszy, ludzie zachowywali się jak gdyby nigdy nic, bo to ich n
ie dotyczyło.  Zresztą oni nie oczekiwali żadnej reakcji ze strony "białych" i "szarych", wzywali "pomarańczowych".
 Przedarłem się przez tłum z maską obojętności na twarzy. Nie wiele osób, może pięć w pomarańczu przystanęła tutaj aby popatrzeć. Reszta omijała zręcznie widowisko, nie zwracając na nie najmniejszej uwagi.
 Dwóch mężczyzn w niebieskich płaszczach dociskało do ziemi młodą dziewczynę. Miała długie brązowe włosy i błękitne, inteligentne spojrzenie, teraz lekko zmroczone strachem. Ubrana była w biało-granatowy mundurek Północnego Liceum- miała zamiar zostać funkcjonariuszką. Troszkę dalej drugie tyle "niebieskich" trzymało, na oko, dwa lata starszego chłopka z tej samej szkoły. Chłopak wściekle miotał się w uścisku swoich oprawców, co jednak pogorszyło jego sytuację. Jeden z dryblasów uderzył go w głowę, aż ze swojego miejsca słyszałem lekki trzask.
 Dowódca zmierzył nastolatków chłodnym spojrzeniem.
-Shizuo. Jesteś przestępcą rangi B. Twoją winą jest udzielanie schronienia przestępcy i pomoc przy kolejnych wykroczeniach. Skazuje cię na potępienie w Eterze.- Wyrecytował nad chłopakiem a następnie zwrócił się do dziewczyny.- Mei. Jesteś przestępcą rangi A. Nie raz łamałaś zakaz czytania i przechowywania książek objętych cenzurą. Jesteś również odpowiedzialna za śmierć niewinnej Anko. Skazuje cię na potępienie w Eterze. Zawczasu spędzisz jednak rok w Przedsionku.
-Nieee, błagam nieee!- Rozpaczała Mei, jej oczy zrobiły się wielkie, a głos łamał się. Szarpnęła się i kopnęła któregoś  a wtedy bez skrupułów strażnicy połamali jej nogi.
-Nie ważcie się jej krzywdzić, wy głupie ścierwa!- Dołączył Shizuo.
 Dowódca zbliżył się do niego po czym uniósł jego twarz za pod brudek tak, że niemal stykali się nosami.
-Czy ty wiesz do cholery, z kim rozmawiasz?
 Nie odpowiedział, tylko spluną mu w twarz, tym samym podpisując wyrok na siebie i dziewczynę.
-Dziewczyna zostanie w przedsionku do odwołania, z chłopakiem zróbcie, co chcecie.-Rozkazał i odszedł szeleszcząc długim, białym płaszczem okrywającym jego ramiona. Zaraz za nim podążyło dwóch niebieskich, ciągnąc za sobą szlochającą dziewczynę.
-Mei! Meeeeei!!- krzyczał chłopak.- Me...
 Nie dokończył, z jego płuc ze świstem wydobyło się powietrze, gdy spadł pierwszy cios. Za nim kolejny i następny. Krew lała się strumieniem, ie raz plamiąc ubrania przechodniów, którzy nie przejęli się tym, ani trochę.
 Zakatowali go za pomoc biednej dziewczynie, która starała się uciec od tej plugawej rzeczywistości w świat książkowych opowieści. Nikt nie zwrócił uwagi na jego wrzaski. Tutaj jest to normalne...

***

 Spojrzałem na zegarek, który nosiłem na ręce. Wskazywał północ.
 Zgasiłem ostrożnie lampkę i odłożyłem na stolik. Po ciemku dotarłem do starej szafy na korytarzu. Otworzyłem jej drzwi, które leciutko zaskrzypiały. Skrzywiłem się. Przerwałem na kilka minut, by upewnić się, że nikogo nie obudziłem. Podważyłem deseczkę z tyłu szafy i moim oczom ukazała się ścianka. Wsunąłem tam książkę i odłożyłem klapkę na miejsce. Zamknąłem drzwi starego mebla, po czym umknąłem do mojego pokoju.
 Mimo późnej pory i zmęczenia nie mogłem zasnąć. Fakt, że następnego dnia czekała mnie szkoła, nie działał zbyt pokrzepiająco. Nie miałem ochoty spać. Dużo bardziej wolałem rozmyślać. Głównie nad tym jak dalej potoczy się fabuła czytanej przeze mnie książki...